dodano: 2017-10-04 10:00:02

Maudie - recenzja filmu

Autor: agusia16
Maudie - recenzja filmu
10°
0

Kino to magiczne miejsce, pozwalające choć na chwilę przenieść się w zupełnie inny świat, pełen akcji, strachu, humoru, czy kolorowych bajek. Wśród szeregu mniej lub bardziej reklamowanych produkcji filmowych czasami trafi się coś niezwykłego, mała, kameralna perełka, która wprawdzie nie wypełni sal kinowych, ale tych, którzy skusili się na takowy seans, szybko sobie zjedna. 
 
Takim tytułem jest Maudie, irlandzko - kanadyjski film, który do kin w naszym kraju trafił 29 września, a który zdołał już zachwycić  uczestników 11. edycji Festiwalu Filmowego Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, na którym został wyróżniony Nagrodą Publiczności. Maudie to obraz niezwykły, słodko gorzki, wypełniony bólem bohaterki i radością życia i niesiony niezwykłą kreacją aktorską Sally Hawkins, która typowana jest na pewną kandydatkę do Oskara. 
 
Historia skupia się wokół Maud Lewis, lokalnej kanadyjskiej malarki, której proste, dziecinne, ale niezwykle kolorowe rysunki były odskocznią od bólu, który towarzyszył jej przez całe życie. Artystka zmagała się bowiem z reumatoidalnym zapaleniem stawów, jej palce powyginane artretyzmem z czasem nie pozwalały jej opanować pędzla, ale chęć tworzenia i wrodzona radość życia pchały ją ku sztuce na tyle mocno, że stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych malarek kanadyjskich.
 
Opowieść zaczerpnięta z biografii Maud Lewis, nieco przez reżyserkę Aisling Walsh ubarwiona i złagodzona, przenosi nas do Nowej Szkocji, rozgrywając się na przestrzeni lat 20 i 70-tych ubiegłego wieku. Młoda Maud mieszkająca z nadopiekuńczą, ale zarazem niezwykle szorstką ciotką, znajdując w sklepie ogłoszenie miejscowego rybaka Everetta Lewisa o poszukiwaniach gosposi, postanawia skorzystać z okazji, by końcu stać się niezależną. Pakuje zatem niewiele swoich rzeczy i rusza w drogę. Wyśmiewana przez miejscowe dzieciaki, a nawet obrzucona przez nie kamieniami, zgarbiona, utykająca na jedną nogę, w końcu dociera do niewielkiej, zapuszczonej chaty rybaka i sprzedawcy drewna, który okazuje się być niezwykle szorstkim, małomównym i brutalnym człowiekiem. Maud jest jednak kobietą widzącą we wszystkim jasną stronę i choć nie godzi się na złe traktowanie, to w głębi serce wie, że jej pracodawca jest tak naprawdę dobrym człowiekiem, tak samo jak ona skrzywdzonym przez życie.  Odskocznią od bólu towarzyszącego chorobie i brutalności mężczyzny,  któremu sprząta, pierze, gotuje a także dzieli łoże, jest malowanie. Swoimi prostymi, ale niezwykle kolorowymi dziełami pokrywa niemal wszystko, zaczynając od ścian domu, po okna i drzwi,  na tabliczkach, kawałkach drewna i pocztówkach kończąc. Pogarda, szorstkość, a nawet brutalność Everetta stopniowo łagodnieje, dając miejsce więzi, która doprowadza do ślubu. Z czasem rysunki artystki stają się sławne, pojawia się telewizja, wywiady i oczywiście pieniądze.
 
 
Maudie to film bardzo emocjonalny, niezwykle wzruszający, a zarazem trudny, bowiem opowiada o niemal niemożliwym związku, o miłości, która nie miała prawa zaistnieć, o uczuciu do kogoś, kto na nie w ogóle nie zasługiwał. Okrutny dla Maud Everett  (świetny w swej roli Ethan Hawke), potrafiący śmiać się z jej kalectwa, wyszydzający jej ułomność, traktujący swoją gosposię gorzej niż swoje psy: "Najpierw jestem ja, potem psy, kury, a ty na końcu", jest w oczach tej niezwykle ciepłej kobiety tylko zagubionym, potrzebującym drugiej osoby człowiekiem. Maudie w cudowny sposób pokazuje, że każdy zasługuje na miłość, że nikt z nas nie jest tak do końca zły, bo słowo niemożliwe, nie istnieje.
 
Maudie to także film o miłości do malowania, sztuki, której nie trzeba się uczyć, bo wypływa z wnętrza, bo rodzi się ze wspomnień, wzruszeń, z pamięci. Bohaterka nigdy nie uczyła się rysunku, to co wychodziło z pod pędzla tej kruchej, przygarbionej i powykręcanej chorobą istoty, wydobywało się z serca i z tego jak ona postrzegała świat i ile radości czerpanej z życia mogła z siebie wykrzesać. 
 
Jest to także  dzieło o wierze i nadziei, która góry przenosi i zmienia to, w co nikt nie wierzył. Na naszych oczach dokonuje się przemiana Everetta, który sam nie do końca wierząc, że tak się dzieje, staje się dla Maud oparciem, dostrzegając w niej nie tylko źródło dochodu, ale przede wszystkim kobietę. 
 
Klimat produkcji budują nie tylko piękna i wzruszająca historia i sama postać kanadyjskiej malarki, ale i aktorzy oraz ich wyżyny artystycznego kunsztu, na jaki się wznieśli. Sally Hawkins wcielając się w Maud Lewis dokonała niemal cudu, sprawiając, że jej postać nabrała niezwykłego wyrazu, tak realnego, że byłam niemal pewna iż patrzę na kogoś chorego i kogoś kto maluje od dziecka. Modulacja głosu, śmiech, sposób chodzenia, trzymania pędzli, sposób bycia, to coś czego nawet nie można opisać słowami, to coś co koniecznie trzeba zobaczyć. Równie rewelacyjny jest także Ethan Hawke. Aktor znany z ról człowieka łagodnego, tu wcielić musiał się w gbura i brutala, który sama ze sobą żyje w sprzeczności i broni się przez uczuciami, wiedząc, że sama sobie wyrządza tym krzywdę i robi to rewelacyjnie.
 
Maudie gwarantuje niezwykłą filmową rozrywkę ubarwioną pięknymi krajobrazami skąpanymi w barwach jesieni i zimy, ale i dopieszcza nas cudowną muzyką, równie prostą, wesołą i wielobarwną jak życie Maud Lewis.
 
Zasiadając w sali kinowej nie byłam pewna czy wybrałam dobry film i troszkę się obawiałam, że to kameralne kino nie spełni moich oczekiwań. Wystarczyło kilka minut bym zmieniła zdanie, kilka słów wypowiedzianych przez Maud, kilka jej rysunków, jej uśmiech i radość życia, bym była pewne, że zostanę zauroczona, a zachwyt będzie w cudowny sposób mieszał się ze wzruszeniem. I choć mam świadomość, że Maudie nie jest filmem dla każdego, to jestem przekonana, że wielu z Was zauroczy tak samo jak mnie, bo nie mam nic piękniejszego niż miłość i radość z tego czerpana. Moja ocena 9/10. 

Komentarze (0):
Wymieniaj punkty na nagrody