Save Sloth Studios oraz Yogscast Games zaprezentowali swoją najnowszą produkcję – The Royal Writ. To karciana gra roguelike z podziałem na linie, w której każda decyzja może skończyć się dla naszych jednostek tragicznie… i definitywnie.
W The Royal Writ wcielamy się w kogoś, kto z polecenia króla wysyła „zaproszenia” do różnych podejrzanych postaci. Jeśli nie są one zbyt chętne na wizytę w pałacu – nic nie szkodzi. Trochę oblężenia jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Przeczytaj także:
- Darktide: Spillway zabiera graczy do skażonych podziemi
- Cyberpunkowe życie w Nivalis Nights zaczyna się od baru
- Podziemna logistyka wystawi fabryki Satisfactory na próbę
Rozgrywka polega na taktycznym rozmieszczaniu dziwacznych, często uroczych stworzeń na planszy podzielonej na linie. Naszym celem jest systematyczne zmniejszanie paska życia wrogiej bazy, korzystając z unikalnych zdolności i modyfikatorów kart. Trzeba jednak uważać na pułapki i specyfikę terenu – stworzenia wodne lepiej radzą sobie na podmokłym gruncie, a latające mogą go całkiem zignorować.
Pomiędzy bitwami nasze karty można ulepszać dzięki mini grom, a cała kampania toczy się na proceduralnie generowanych mapach, gdzie dążymy do starcia z finałowym bossem.
Największą różnicą względem innych karcianek jest jednak system permadeath. Jeśli karta dotrze do wrogiej bazy, która nadal ma punkty życia – jednostka przepada na zawsze. Każdy błąd może oznaczać utratę cennej postaci, w którą inwestowaliśmy czas i ulepszenia.
Mechanika poświęcania kart w imię ogólnego zwycięstwa prowadzi do nieprzewidywalnych i emocjonujących historii. Sukces zależy od planowania, sprytu i czasem zwyczajnego szczęścia – lub jego braku, gdy nasz najlepszy wojownik utknie w bagnie, a my zapomnimy, że nie umie latać.
Oprawa audiowizualna to połączenie estetyki książki obrazkowej z groteskowym humorem średniowiecznego świata pogrążonego w chaosie i zdradzie. Całość wygląda oryginalnie i lekko absurdalnie – w najlepszym możliwym sensie.
„Zakochaliśmy się w The Royal Writ od pierwszego wejrzenia. To błyskotliwa, zabawna i pełna niespodzianek gra. Chcemy się z nią ożenić” – mówi Simon Byron z Yogscast Games.
„Pomysł był prosty, ale zabawa zaczęła się natychmiast po postawieniu pierwszego króliczego żołnierza na planszy. Od razu wiedzieliśmy, że to musi być pełnoprawna gra” – dodaje Kornél Pittmann, współreżyser z Save Sloth Studios.
Śledź nas na google news – Obserwuj to, co ważne w świecie gier!
