dodano: 2018-08-14 10:35:02

Wywiad: Borys Nieśpielak i jego film Wszystko z nami w porządku

Autor: AnoX
Wywiad: Borys Nieśpielak i jego film Wszystko z nami w porządku
86°
2

Zapraszamy do naszego wywiadu z Borysem Nieśpielakiem, który zdecydował się poświęcić nam czas i opowiedzieć o swoim filmie Wszystko z nami w porządku.
 
 
 
Rozpocznijmy od klasycznego pytania o pomysł stojący za Twoim filmem. Co skłoniło Cię, aby wybrać właśnie taką tematykę?
 
Od lat zajmuję się dokumentem, głównie fotograficznym, ale po prawie 10 latach stwierdziłem, że znacznie bliżej jest mi do filmu, lepiej go czuję i miałem wrażenie, że mogę dzięki niemu więcej opowiedzieć. Rozpocząłem więc poszukiwanie dobrego tematu, który przy okazji byłby dla mnie bliski emocjonalnie. Nie chciałem, aby była to kolejna produkcja o bezrobociu, smutku czy niepełnosprawnych. Oczywiście są to tematy bardzo ważne, ale również mocno eksploatowane i w naszej rzeczywistości często kojarzone z filmami dokumentalnymi. Od lat jestem graczem, co czyni mnie świadkiem bezpośrednim tego jak to medium się rozwija, jak dojrzewa. Zdecydowałem się zatem przedstawić historię polskich twórców gier. W pierwszej kolejności zgłosiłem się do Maćka Miąsika i przez dwa i pół roku dokumentowałem jego życie, pracę, ale nie miałem spójnej wizji o czym tak naprawdę ma być film. Był to duży problem, gdyż miałem w ręku dobry temat, ale nie wiedziałem jak go ugryźć. Po niecałych trzech latach stwierdziłem, że muszę uwzględnić spojrzenie na powstanie i rozpad zespołu, który robił Wiedźmina 1. Maciej był szefem produkcji gry, w związku z czym rozpocząłem od niego, planując jednocześnie, że to będzie film o kilku bohaterach.
 
Gdy nieco wyklarowała się wizja tego co chcę robić, wymieniłem sprzęt do nagrywania i miałem ochotę go przetestować, a najlepiej robi się to w akcji. Niestety okazało się, że wszyscy moi bohaterowie pojechali na targi PAX do Stanów Zjednoczonych. Mnie na wyjazd do Stanów nie było stać, ponieważ koszty produkcji filmu pokrywałem z własnej kieszeni, stwierdziłem zatem, że ekonomiczniej będzie wybrać się na branżowe wydarzenie A maze. w Berlinie. A maze. jest dużym festiwalem gier niezależnych, bardzo hipisowskim, o ile można tak powiedzieć, więc zdecydowałem, że zrobię tam krótkometrażowy film dokumentalny o problemach młodych, polskich twórców gier niezależnych. Znałem już Bartka Pieczonkę i Rafała Zarębę. Stwierdziłem, że to właśnie oni są interesującymi bohaterami, bo jeszcze nie wydali swojej pierwszej gry. Dodatkowo na targach pojawił się Piotr Iwanicki z SUPERHOT TEAM, Tom Grochowiak z MoaCube, chłopaki z Robot Gentleman, czyli można powiedzieć gwiazdy polskiej sceny indie. Chciałem przeprowadzić z nimi szczere rozmowy, co się udało i sprawiło, że nagrałem ogromną ilość materiału. Wróciłem do domu, przejrzałem wywiady i niestety stwierdziłem, że to za mało na film. Lubię żywy dokument, taki w którym wszystko dzieje się tu i teraz, w którym opowieść prowadzona jest przez losy bohaterów. Uznałem zatem, że skoro Bartek i Rafał kończą grę to mogę na ich historii zbudować swój film, co sprawi, że będzie miał bardziej dynamiczną strukturę.    
 
Pogadałem z nimi, przedstawiłem im swój pomysł, oni jakby trochę mnie zignorowali, bo nie wierzyli, że ten film w ogóle powstanie, a co za tym idzie nie przejmowali się mną zbytnio. Na początku jeździłem głównie do Rafała, bo Bartek mieszkał w Berlinie. Pojawiałem się w Warszawie w prawie każdy weekend i dokumentowałem jego pracę. Na ponad miesiąc przed premierą wszyscy byli w stolicy więc siedziałem tam cały czas i kręciłem. Tak to mniej więcej wyglądało....
 
Odpowiadając na Twoje pytanie, czułem, że ta historia jest o czymś i o czymś jeszcze. Oczywiście obrazuje chęć dążenia do spełniania marzeń, ale jest też o zmianach, które na rynku gier niezależnych się odbywają. Nie wszystko jest wprost powiedziane, pewne rzeczy są delikatnie wskazane, ale całość, jej celowość oraz uniwersalna historia odnoszą się także do problemów tej branży. 
 
Dlaczego zdecydowałeś się akurat na Lichthund? Jakie cechy charakteru u nich dostrzegłeś?
 
Zaimponowali mi tym jak błyskawicznie się uczą, jak są ambitni, ale też tym, że nie są odrealnieni. Twardo stoją na ziemi i czuć w nich bardzo dużą determinację. Wiedziałem, że złożoność bohaterów zwiększy szansę na sukces filmu. Po drugie bardzo podobała mi się ich gra pomimo, że jest dosyć prosta i nieco banalna w założeniu.
 
Co z perspektywy czasu uważasz za najważniejsze w całej historii? Losy bohaterów i ich zmaganie się z problemami?
 
Nie wiem co było najważniejsze… traktuję ten film całościowo, każdy element jest dla mnie bardzo ważny. 
 
A czego Ty się nauczyłeś podczas produkcji?
 
Wszystkiego się nauczyłem! Robić film przede wszystkim (śmiech). Jestem debiutantem, nie mam szkoły filmowej… także nauczyłem się absolutnie wszystkiego, przede wszystkim montażu. Okres montowania filmu był niezwykle długi i ciężki, to było 8, a tak naprawdę 12 miesięcy strasznej harówki. Pracowałem “w korpo”, przychodziłem do domu po 17 i montowałem do pierwszej w nocy. Dzień w dzień to samo, przez bity rok plus weekendy po 12 godzin. To jest dla mnie namacalna rzecz i najcenniejsza ze wszystkich, które wyniosłem. 
 
Czyli można powiedzieć po seansie, że przeszedłeś podobną drogę... 
 
Tak, oni się teraz ze mnie śmieją, że jestem dokładnie na takim etapie, o którym opowiada Wszystko z nami w porządku. Czyli mam premierę filmu na różnych platformach i dla mnie też się ( tu bym dodała słowo "teraz") wiele okaże. Przygotowałem nawet plan “B”, “C” i “D” (śmiech). 
 
Jak udało Ci się zaprezentować tak wiarygodnie tyle emocji, pomimo obecności kamer i całego sprzętu filmowego? 
 
Te emocje, które się działy w dniu premiery oraz dzień przed... oni byli tak bardzo zestresowani i przejęci premierą, która była przecież niezwykle dla nich ważna. Wiele od niej zależało w związku z czym przestali na mnie zwracać uwagę i nie przebierali w słowach. Dla mnie to było super, ponieważ gdy przestajesz się przejmować kamerą stajesz się trochę bardziej naturalny. Oczywiście nie wierzę w taką prawdę ostateczną, to jak jest film skonstruowany jest też w dużym stopniu moją wizją. Rafał kiedy pierwszy raz zobaczył film, powiedział, że nie czuje się komfortowo z faktem, że powstał, ale trudno, tak wtedy było. 
 
Myślę, że takim dodatkowym atutem tego filmu jest to, że nikt nie czuje się oszukany, ani że rzeczywistość nie została przekłamana. Druga sprawa, spędziłem z nimi bardzo dużo czasu w związku z czym zaczęli oswajać się ze mną i przyzwyczajać do obecności kamery. Wytłumaczyłem im również, że nie ma czegoś takiego, że jestem u nich i nie nagrywam. Wszystko to co mówią, wszystko to co robią, sposób w jaki się zachowują… to wszystko będzie nagrane.
 
Zdarzało Ci się przypominać Bartkowi i Rafałowi o nagrywaniu?
 
Tak, zdarzało mi się.
 
Bywało ciężko?  
 
Nie, musiałem im po prostu przypominać, że ja cały czas nagrywam i nie ważne co powiedzą może to być użyte w filmie. Z resztą w scenach po napisach pokazuję, że to też dla nich była trochę straszna i śmieszna zarazem sytuacja. 
 
Czy i jak ciężko było Ci przekonać Rafała i Bartka by się otworzyli?   
 
Jest taka scena gdzie Rafał mówi o tym kto finansuje ich firmę. Nie zdradzamy tego oczywiście, bo to spoiler (śmiech). W trakcie pracy nad filmem zadałem to pytanie pięć razy a Rafał nie chciał o tym mówić. Wiedziałem, że pewne rzeczy we Wszystko z nami w porządku chcę mieć i to właśnie na nie naciskałem. Ale tak generalnie to w przeszłości bardzo dużo pracowałem z ludźmi, robiłem sporo tematów dokumentalnych, przez rok jeździłem w karetce pogotowia robiąc reportaż, więc mam spore doświadczenie i nie muszę stosować jakiś sztuczek. W filmowym dokumencie najważniejsza jest cierpliwość i obecność, te dwie rzeczy sprawiają, że zostaniemy nagrodzeni jako twórcy. 
 
Czy praca nad dokumentem o grach różni się w jakimś stopniu od poświęcenia się innym tematom?
 
Nie, to mógłby być film tak samo o tym jak otwierasz sklep dla zwierząt czy inny własny biznes. To tylko taki “branżowy lore”, ale ta esencja i istota filmu spokojnie mogłoby być przeniesiona na różne dziedziny. Rozmawiałem z innymi filmowcami i w porównaniu do ich doświadczeń, różnica jest taka, że ja pracuję sam. Tak naprawdę w większości przypadków występują trzy osoby - operator, reżyser i dźwiękowiec lub operator i reżyser, który zajmuje się także dźwiękiem. Tak jak wspomniałem, byłem sam.
 
Czy zdarzył Ci się moment, że pomyślałeś, że ten film może się nie udać? Czy Bartek i Rafał zadeklarowali w trakcie, że chcą zrezygnować? 
 
Nie, nie, takich sytuacji absolutnie nie było. Bardziej się bałem tego czy z tego materiału, który zarejestrowałem będzie mógł powstać film. Pierwsza sklejka i pierwsza wersja filmu miała miejsce po ponad 4 miesiącach montażu, w trakcie którego Wszystko z nami w porządku dopiero się klarowało. Jak się jednak okazało moje wątpliwości nie miały pokrycia i udało się dociągnąć projekt do końca.
 
Czy wszyscy byli zadowoleni od początku?
 
Od czasu pierwszej wersji było jeszcze kolejne 4 miesiące poprawek. Konsultowałem Wszystko z nami w porządku z ogromną ilością osób. Bardzo pomogła mi (oprócz mojej żony, która dała aż 3 strony poprawek) Agnieszka Glińska. Agnieszka jest montażystką, która niedawno pracowała nad “Atakiem paniki”, a wcześniej przy produkcjach Skolimowskiego (Jerzego Skolimowskiego dop. red.). Nie analizowała tego filmu na zasadzie “o tu możesz zrobić cięcie”, ale zadała mi 6 konkretnych pytań i to w jaki sposób sam sobie na nie odpowiedziałem miało ogromny wpływ na ostateczny obraz filmu. Konsultowałem się także z Leszkiem Dawidem, który zrobił “Jesteś Bogiem” o Paktofonice. Zebranie od tego grona ciepłych słów było dla mnie bardzo znaczące. Warto podkreślić również jak przyjął mnie Multilab, czyli profesjonalne studio, które “robi kolory”. To tak naprawdę dzięki ich wsparciu, w tym Marcina Lecha, który był wtedy dyrektorem, Wszystko z nami w porządku wygląda tak jak wygląda. Kolor korekcja i kolor grading kosztuje, a ich pomoc przełożyła się na niższą cenę usługi, którą byłem w stanie zapłacić.
 
Etap festiwalowy był wyjątkowo krótki. Z reguły filmy na festiwalach prezentuje się nawet przez półtora roku, ja skróciłem ten okres do 7/8 miesięcy i co ważne Wszystko z nami w porządku cieszyło się dobrym przyjęciem. Dwie nagrody w Stanach, w tym jedna na Comic Conie w Miami, byłem z filmem na największym rosyjskim festiwalu filmów dokumentalnych. Otrzymałem nawet pochwały od dyrektorki festiwalu, która nie lubi gier. Serio, powiedziała że wręcz nie znosi gier komputerowych, ale ten film po prostu jest o ludziach i to jest w nim świetne. 8 międzynarodowych festiwali mówi jasno, że jest okej.
 
Oglądając kulisy produkcji gier, zacząłeś inaczej na nie spoglądać?
 
Nie, bo to też nie był pierwszy raz kiedy patrzyłem na ten proces od wewnątrz. Już przed zrobieniem tego filmu miałem doświadczenie w dokumentowaniu gamedevu. Byłem z twórcami Beat Copa przez cały 3-letni etap powstawania gry. To dzięki zbieraniu doświadczeń podczas filmowania Maćka Miąsika, Wszystko z nami w porządku mogło tak się udać.
 
Czyli możemy się spodziewać, że to będzie Twój kolejny film?
 
Tak, ale to nie będzie film o tym jak powstawał Beat Cop. Zamierzam skupić się na ludziach, którzy tworzyli Wiedźmina 1 i to będzie zdecydowanie film o nich. Tak naprawdę sam Wiedźmin odegra w nim marginalną rolę, taką mam nadzieję. Póki co ten projekt powstaje i nie mogę nic więcej mówić, bo to rzecz, która jest bardzo płynna. 
 
Jak możesz ocenić odbiór widowni, która na co dzień nie gra i nie zajmuje się grami? 
 
Dużo pracowałem na tym, aby film był uniwersalny. Jak kończysz projekt, to możesz w pewnym sensie sterować jego wydźwiękiem, głównie poprzez montaż. Starałem się, aby Wszystko z nami w porządku było dostępne dla ludzi spoza branży. To jest jedna istotna rzecz, a druga bardzo ważna to skonstruowanie go tak, aby nie był płytki dla ludzi, którzy siedzą w temacie, dla graczy, dla twórców. Oczywiście w warstwie informacyjnej ta produkcja w pierwszej części jest trudna do zrozumienia, pojawia się bardzo dużo branżowych określeń. Mimo to w warstwie emocjonalnej jest świetnie rozumiany przez osoby, które nigdy nie widziały żadnej gry na oczy. Co więcej, film jest dobrze odbierany przez kobiety, co było dla mnie zaskoczeniem, obawiałem się, że pojawi się pewnego rodzaju bariera. 
 
Oczywiście nie da się wszystkich zadowolić, ale dla mnie efekt jest satysfakcjonujący. Film ani nie jest niedostępny, ani też powierzchowny.
 
Jak z perspektywy oceniasz świadomość i podejście do stworzenia swojej gry przez Rafała i Bartka?
 
Wydaje mi się, że oni są naprawdę pozytywnym przykładem. To dwójka gości, która nigdy nie robiła gier, nigdy. Nie mają żadnego doświadczenia w tej branży, rzucają się na głęboką wodę, robią projekt bardzo prosty, ale wiedzą, że większego by nie ukończyli. Organizują sobie PR, gra jest dobra, dostają wsparcie z branży, ludzie grając na targach w Lichtspeera mówią, że jest świetny! Co więcej, mimo tego, że Lichtspeer na początku się nie sprzedał, to oni się nie poddali i cisnęli dalej. Teraz kiedy wyszedł na Androida, iOS-a i Switcha wszystko wygląda zupełnie inaczej. Już robią kolejną grę, studio zatrudnia dodatkowe dwie osoby, więc jest nieźle. Mam też takie wrażenie, że oni mają niezwykle trafne i dobre przemyślenia o branży co może sprawić, że odniosą duży sukces prędzej czy później. Nie widzę innej możliwości, są po prostu za dobrzy. Mimo, że kiedy patrzysz na Lichtspeera to trochę tego nie widzisz. Wystarczy posłuchać panelu Bartka Pieczonki na YouTube’ie Digital Dragons i zwrócić uwagę na to co mówi i jaką ma refleksję. Opowiada w nim dlaczego się nie udało, co zrobili źle i jak wpłynie to na ich sposób tworzenia kolejnej gry. To jest absolutnie niezwykłe. 
 
W trakcie filmu można zobaczyć jedną z takich refleksji...
 
Bartek mówi o tym, ale to jest refleksja, która na tym etapie (późnym) nic już nie zmieni. Jak widzisz, na Steam gra się nie sprzedała, ale na Switch i mobilkach przyzwoicie się rozeszła i teraz są zadowoleni. Problemem było to, że celowali w Steam i początkowo to było dla nich istotne. To trochę tak, że nie widzieli innej drogi dla siebie. Jednak wraz z doświadczeniem i rzeczami które przeżyli horyzonty się rozszerzają.
 
Jak Twoim zdaniem wygląda sytuacja twórców niezależnych i ich problemy pokroju braku platformy dla nich dedykowanej? 
 
Wiesz co, nie wiem, raczej staram się tym filmem zadawać pytania, aniżeli na nie odpowiadać. [Chwila zastanowienia] Rynek twórców gier niezależnych to koszmar, po prostu gier wychodzi mnóstwo i wcale nie jest tak kolorowo. Oczywiście pojawia się ogrom beznadziejnych produkcji, pełno studiów upada, ale upadają też ekipy w których widać potencjał i umiejętności do wykorzystania tego medium w konkretny sposób. Trochę jak w ruletce, nie wiadomo do końca jak zrobić to dobrze, jak sprawić aby gra się udała, a jej sukces przełożył się na sprzedaż. To jest też dominanta rynków wschodzących, branża gier jest rynkiem młodym i zanim się ustatkuje minie sporo czasu. Mam szczerą nadzieję, że ten film da twórcom trochę do myślenia. Może trochę dokładniej przeanalizują swoje projekty i będą świadomiej do nich podchodzić. 
 
Nie znajdziemy w Twoim filmie graczy i ich wpływu na opowieść jak ma to miejsce w konkurencyjnych produkcjach. Jak oceniasz ich zachowanie i stosunek do czyjejś pracy i szacunku do niej? 
 
Powiem tak, nie czułem, aby kontakt z graczami był do czegokolwiek potrzebny (w kontekście filmu). Etap targowy (gdzie chłopaki zbierali uwagi od graczy) był bardzo długi, a w filmie jest tylko szczątkowo pokazany. 
 
Co do szacunku to uważam, że trochę brakuje myślenia, że za grą stoi człowiek. Z drugiej strony sprzedajesz jakiś produkt i ten produkt musi po prostu bronić się sam. Trzeba mieć “twardą dupę”, aby móc przebić się przez krytykę, przez hejt i bezsensowne rzeczy, aby skupić się na tym co jest wartościowe. Twórca absolutnie każdego dzieła musi zmagać się z krytyką, może się okazać, że jego wizja jest świetna lub zupełnie beznadziejna i nie doczeka się uznania nigdzie. Z tą rzeczywistością ciężko jest mi polemizować i walczyć. Tak naprawdę rolą krytyka nie jest podziękowanie twórcy za trud jaki poniósł. Opinia krytyka, tak mi się wydaje, powinna być oceniana jako odcięta od twórcy. Oczywiście każdą krytykę odbiera się emocjonalnie. Według mnie trzeba robić wszystko najlepiej jak się potrafi. Trudno, cierpią ludzie… ale czasami dzięki konstruktywnym uwagom nie popełnia się błędów. Niektórzy uwagi traktują jak nauczkę, z której są w stanie wyjść z tarczą, inni z kolei zupełnie się nie przejmują i dalej robią swoje.
 
 
 

Bardzo Gorąco dziękujemy Borysowi Nieśpielakowi za poświęcony czas! 

 
Wywiad został przeprowadzony podczas Festiwalu Fantastyki Pyrkon 2018.
 

Galeria:

1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23

Komentarze (2):
avatar TOM3K
dodano: 2018-08-14 23:51:40

Brawo za taki dobry pomysł ale czy to było warte zachodu jeszcze nie miałem okazji sprawdzić.

avatar PanDamian
dodano: 2018-08-14 18:20:32

Dobrze, że ostatecznie twórcom udało się przyzwoicie sprzedać grę.