Forts to jeden z najciekawszych indyków, z jakimi miałem do czynienia w ostatnich latach. To taka gra, do której wraca się od czasu do czasu, bez większego planu, po prostu dla czystej przyjemności. I za każdym razem działa dokładnie tak, jak powinna. Zanim jednak przejdę do samego Fortsa, trudno nie wrócić myślami do dawnych lat. W moim dzieciństwie na PC była gra Tanks, o ile dobrze pamiętam nazwę, polegająca na strzelaniu między górami z dwóch czołgów. Po każdej wygranej rundzie można było kupować coraz mocniejszą amunicję, co prowadziło do coraz większej rozwałki. W pewnym sensie był to pierwowzór Wormsów, które z kolei przeniosły ten pomysł na grunt turowych bitew, w humorystycznej oprawie.
No i właśnie w tym miejscu pojawia się Forts. Jest to gra oparta przede wszystkim na budowaniu własnej bazy, przy czym kluczową rolę odgrywa tu bardzo specyficzna, momentami upierdliwa, ale jednocześnie satysfakcjonująca mechanika grawitacji i obciążenia. Nasz fort musi się zwyczajnie trzymać kupy. Nie możemy go przeciążać, bo cała konstrukcja potrafi się zawalić szybciej, niż przeciwnik zdąży oddać celny strzał. Równolegle musimy dbać o zasoby, wysyłając górników do kopalni oraz zapewniając energię, najczęściej za pomocą wiatraków. Te z kolei muszą wystawać poza obrys fortu, żeby łapać wiatr, co czyni je jednym z najbardziej wrażliwych punktów całej konstrukcji.
Rozgrywka polega na tym, że po obu stronach mapy stoi fort i zaczyna się regularna wymiana ognia. Do dyspozycji mamy różne rodzaje broni, z których każda sprawdza się w innych sytuacjach. Na początku są moździerze, które potrafią siać chaos, ale przeciwnik może zbudować obronę przeciwlotniczą i zestrzeliwać pociski jeszcze w powietrzu. Wtedy pojawiają się snajperzy, zdolni jednym strzałem zniszczyć kluczowy element konstrukcji. Z czasem odblokowujemy większe działa, które robią ogromne wrażenie, ale wymagają znacznie większych nakładów surowców. Wszystko prowadzi do jednego celu, czyli zniszczenia reaktora, który zawsze znajduje się w centrum bazy przeciwnika. Gdy ten wybuchnie, mecz dobiega końca w bardzo widowiskowy sposób.
Forts oferuje także tryb kampanii, który przeszedłem z dużą przyjemnością. Jest on świetnym wprowadzeniem do mechanik i pozwala grać bez presji. Oczywiście dostępny jest również tryb multiplayer, gdzie starcia człowiek kontra człowiek wprowadzają zupełnie nowy poziom intensywności, ale nadal pozostają zabawne i nie przytłaczają. Gra nie wywiera presji, cały czas bawi i zachęca do eksperymentowania z konstrukcjami.
Oprawa graficzna jest prosta, ale idealnie dopasowana do tego, co gra chce przekazać. Fort się chwieje, wiatr wieje, wiatraki się kręcą, pociski latają, konstrukcje się sypią, a my w panice łatamy kolejne dziury. Wszystko jest czytelne i spójne. Do tego dochodzą DLC, w tym takie, które przenoszą rozgrywkę na wodę, gdzie zamiast klasycznych fortów mamy pływające konstrukcje. Pociski wpadają do wody, można atakować przeciwnika od spodu, a całość nadal działa zaskakująco dobrze.
Muzyka w tle jest przyjemna, lekko casualowa i bardzo dobrze wtapia się w klimat gry. Co prawda leci w pętli, ale nie męczy, a wręcz pomaga się zrelaksować. Efekty dźwiękowe, takie jak uderzenia metalu, wybuchy czy reakcje reaktora, są proste, ale skuteczne i budują odpowiedni nastrój. Całościowo Forts to gra, którą z czystym sumieniem polecam każdemu, kto lubi tego typu rozgrywki. Strzelanie się z punktu A do punktu B, budowanie, niszczenie i kombinowanie daje tu ogromną satysfakcję, a granie z kumplami tylko ją potęguje.
Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu