Han Solo w pierwszej części starej trylogii „Gwiezdnych Wojen” (bÄ…dź, jak kto woli, w czwartej odsÅ‚onie serii), wspomina o niesamowitej prÄ™dkoÅ›ci, jakÄ… może osiÄ…gnąć jego statek. Twierdzi, iż ten jest w stanie przemierzyć ogromne odlegÅ‚oÅ›ci w ledwie kilkanaÅ›cie parseków. I wszystko byÅ‚oby w porzÄ…dku, gdyby nie to, że parseki to jednostka odlegÅ‚oÅ›ci, a nie czasu.
Podobny „błąd”, bÄ™dÄ…cy raczej celowym zabiegiem, popeÅ‚niÅ‚o studio „Robot Gentleman”, które w poÅ‚owie wrzeÅ›nia wydaÅ‚o swój kolejny tytuÅ‚ o nazwie „60 Parsecs!”, zdajÄ…cy siÄ™ być oczywistym nawiÄ…zaniem do ich poprzedniego dzieÅ‚a, czyli „Minuty!” (a raczej „60 Seconds!”).
Ponownie mamy do czynienia ze strategiÄ…, tutaj jednak dziejÄ…cÄ… siÄ™ nie na Ziemi, lecz w kosmosie. Twórcy nie zapomnieli także o panujÄ…cej modzie na gry typu „roguelike”, gdyż cechy towarzyszÄ…ce „rogalikom” takie jak losowość i permanentna, niemożliwa do cofniÄ™cia Å›mierć towarzyszÄ… i temu tytuÅ‚owi. Znane już mechaniki opakowano w nowÄ…, nadal atrakcyjnÄ… wizualnie formÄ™, zawierajÄ…cÄ… szczyptÄ™ nowych rozwiÄ…zaÅ„ i garść tego, co już znamy. Ale czy to wystarczy, by ponownie przyciÄ…gnąć ludzi przed ekrany komputerów?
Fabuła
Fabuła stanowi odbicie historii znanej z poprzedniej części. W tym przypadku postawiono jednak na klimat retrofuturyzmu. Bo oto historia ponownie cofa się do połowy ubiegłego wieku. Apokalipsa nie dotyczy już wydarzeń stricte ziemskich, natomiast koncentracja pada na doznania właśnie pozaziemskie.
Nie bÄ™dzie spojlerem myÅ›lÄ™, by przytoczyć poczÄ…tkowy schemat rozgrywki, towarzyszÄ…cy podczas każdego rozpoczynania przygody. Na stacji kosmicznej unoszÄ…cej nas w bliżej nieokreÅ›lone miejsce w przestrzeni kosmicznej rozlega siÄ™ alarm. Zanim dojdzie do ostatecznej katastrofy, mamy szansÄ™ na uratowanie siebie i pozostaÅ‚ych czÅ‚onków zaÅ‚ogi. Jak sama nazwa (nie) wskazuje, w ograniczonym czasie sześćdziesiÄ™ciu sekund musimy uratować resztÄ™ zaÅ‚ogantów bÄ™dÄ…cych razem z nami w miÄ™dzygwiezdnej przygodzie, a także zadbać o zapasy, które pozwolÄ… na przeżycie w skrajnie niesprzyjajÄ…cych warunkach.
Tym razem umożliwiono wybór protagonisty, który bÄ™dzie „przewodzić” reszcie, a raczej na którym bÄ™dziemy koncentrować swoje wysiÅ‚ki, by zachować go przy życiu. ZaczynajÄ…c samouczek, możemy zdecydować siÄ™ na wysokiego, sympatycznego Afroamerykanina bÄ…dź na blondynkÄ™ o dosyć zagadkowym wyrazie twarzy.
Zmuszeni do tuÅ‚aczki przez nieskoÅ„czone kosmiczne przestrzenie przemierzamy proceduralnie generowanÄ… galaktykÄ™, mierzÄ…c siÄ™ z przeciwnoÅ›ciami zgotowanymi nam przez los, majÄ…c przeciwko sobie nie tylko siÅ‚y przyrody, ale też bardziej „przyziemne” sprawy, jak nuda mogÄ…ca siÄ™ naprawdÄ™ źle skoÅ„czyć dla zdrowia psychicznego zaÅ‚ogantów oraz zwyczajny brak prowiantu, a także elementów do craftingu.
Rozgrywka/mechanika
Już na samym poczÄ…tku w oczy rzuca siÄ™ jedna z najistotniejszych zmian. Otóż twórcy zarzucili tym razem trójwymiarowÄ… perspektywÄ™ trzecioosobowÄ…. Teraz, w oczekiwaniu na upÅ‚yniÄ™cie minuty, przygodÄ™ protagonisty obserwujemy niejako „z góry”. Nie jest to jednak perspektywa charakterystyczna chociażby dla gatunku RTS-ów „z ukosa”, tutaj na akcjÄ™ patrzymy również pod kÄ…tem, bÄ™dÄ…c niejako frontem zwróceni do wydarzeÅ„.
Bowiem ponownie sam poczÄ…tek każdej nowej rozgrywki rozpoczyna sekwencja ewakuacji. Jak już wspomniaÅ‚em, po uprzednim wybraniu dowódcy caÅ‚ego zespoÅ‚u, przystÄ™pujemy do gromadzenia zapasów. Po zdecydowaniu siÄ™ na uruchomienie peÅ‚noprawnego trybu rozgrywki można wybrać jednego z kilku dostÄ™pnych zaÅ‚ogantów. Co nowe, każdy ma przypisany inny poziom atrybutów, takich jak siÅ‚a, inteligencja i zrÄ™czność. Åapiemy, co tylko wpadnie nam w rÄ™ce – puszki zupy, narzÄ™dzia, med-kity i co najważniejsze, czÅ‚onków zaÅ‚ogi.
Po poczÄ…tkowej, szybkiej sekwencji ucieczki ze stacji kosmicznej na statek, nastÄ™puje clue caÅ‚ej rozgrywki. Warte zauważenia jest to, iż twórcy zrezygnowali z implementacji pragnienia jako czynnika warunkujÄ…cego stan zaÅ‚ogi. W zamian za to zwiÄ™kszono „zużycie” zupy – tym razem jedna porcja na osobÄ™ to jedna puszka, przez co naprawdÄ™ rozważnie musimy rozdzielać racje żywnoÅ›ciowe, gdyż te, jeÅ›li nie zdobyliÅ›my odpowiednich zapasów, zacznÄ… kurczyć siÄ™ w zastraszajÄ…cym tempie.
Chyba, że poradzimy sobie w inny sposób. Już po kilku dniach miÄ™dzygwiezdnej podróży odblokowuje siÄ™ stanowisko do wytwarzania przedmiotów, gdzie z odpowiednich komponentów stworzyć można potrzebne rzeczy. Nie jest jednak różowo – skÅ‚adniki odnawiajÄ… siÄ™ z każdym kolejnym dniem, lecz nastÄ™puje to bardzo powoli, przez co nie odpowiedzialnym i nieskutecznym jest bazowanie tylko na tym.
CaÅ‚kiem szybko możemy zyskać możliwość wylÄ…dowania na obcej planecie. Tym razem również posyÅ‚amy jednego z towarzyszy w nieznane, by zbadaÅ‚ znajdujÄ…ce siÄ™ na radarze miejsca i zebraÅ‚ jak najwiÄ™cej niezbÄ™dnych elementów wyposażenia. My w tym czasie na bieżąco bÄ™dziemy radzić sobie z zagrożeniami innego typu – a to nagÅ‚ymi awariami, mniej lub bardziej poważnymi usterkami, znudzeniem, gÅ‚odem zaÅ‚ogi, zranieniami, a także niebezpieczeÅ„stwami czyhajÄ…cymi tuż za wrotami kosmicznej rakiety.
Nasze wysiÅ‚ki upÅ‚ywaÅ‚y bÄ™dÄ… na desperackich próbach skontaktowania siÄ™ z kimkolwiek, kto jest w stanie udzielić nam jakiejkolwiek pomocy. Nie da siÄ™ przebywać nieskoÅ„czenie dÅ‚ugo w rakiecie, gdyż w tej, tak jak w kryptach znanych z serii „Fallout”, prÄ™dzej czy później stanie siÄ™ coÅ› nieprzewidywalnego, co skutecznie zajmie naszÄ… uwagÄ™ i, miejmy nadziejÄ™, nie doprowadzi do katastrofy.
Oprawa
Jak na strategiÄ™ w klimatach science fiction, warstwa wizualna prezentuje siÄ™ naprawdÄ™ dobrze. Komiksowa kreska towarzyszy żywym barwom, co skutecznie odwraca uwagÄ™ od tej bardziej ukrytej i ponurej warstwy wiążącej siÄ™ z tragicznymi wydarzeniami. Jak na roguelike’a przystaÅ‚o (no, może nie peÅ‚nokrwistego, jednak elementy tego gatunku znajdujÄ… siÄ™ nawet i tu), niektóre aspekty techniczne traktuje siÄ™ z przymrużeniem oka.
Tak jak powtarzajÄ…cy siÄ™ za każdym rozpoczÄ™ciem rozgrywki etap prologu. UkÅ‚ad pomieszczeÅ„, rozmieszczenie astronautów oraz elementy wyposażenia sÄ… za każdym razem losowane, przez co poczÄ…tek nigdy nie wyglÄ…da dwa razy tak samo. Zapomnijmy też o save’ach – nie da siÄ™ cofnąć naszych decyzji. Czas mija nieubÅ‚aganie, a przy totalnej klÄ™sce jedyne, co nam pozostaje to rozpoczÄ™cie przygody od nowa.
Otoczenie ponownie stylizowane jest na drugÄ… poÅ‚owÄ™ ubiegÅ‚ego wieku, tutaj jednak zdecydowano siÄ™ postawić na, co zrozumiaÅ‚e, klimaty science-fiction, raczej z przewagÄ… „science”. Dlatego też okreÅ›lenie „retrofuturyzm” wydaje siÄ™ być najodpowiedniejszym dla stylu obranego przez grafików. Nieco przerysowane postaci znakomicie uzupeÅ‚niajÄ… otoczenie, a groteskowemu poczuciu humoru towarzyszy też charakterystyczna puszka zupy, która, wystÄ™pujÄ…c już w „60 Seconds!”, staÅ‚a siÄ™ niejako ikonÄ… serii.
Podsumowanie „60 Parsecs!”
Jak każda część gry, która jest „kontynuacjÄ…” poprzedniej, zawiera w sobie zarówno elementy podobne, jak i caÅ‚kowicie nowe. Brzmi to jak truizm, ale ma caÅ‚kowite uzasadnienie także w tym przypadku.
Najbardziej rzucającym się w oczy podobieństwem jest chyba warstwa graficzna. Ta kontynuuje styl poprzedniczki, stawiając na komiksowo-animowaną charakterystykę. Także problematyka survivalu ukazanego, paradoksalnie, przez pozytywny pryzmat, nadal obecna jest w tej serii, teraz jednak przeżycie zostało wyniesione pod niebiosa, a nawet wyżej, stawiając przed nami nowe zagrożenia.
Martwi nieco, iż na premierÄ™ nie doczekaliÅ›my siÄ™ rodzimej lokalizacji tego tytuÅ‚u. Twórcy zapewniajÄ…, że nieustannie pracujÄ… nad przekÅ‚adem na wysokim poziomie, lecz pomimo miesiÄ…ca od debiutu ten nadal nie pojawia siÄ™ w aktualizacjach. Dobra informacja jest taka, że znajomość jÄ™zyka angielskiego w stopniu Å›rednim wystarczy do sprawnego radzenia sobie z rozgrywkÄ…, jednak wiele dowcipnych smaczków może graczowi umknąć . Miejmy nadziejÄ™, że czas pozwoli na dopracowanie tÅ‚umaczenia, by byÅ‚o co najmniej tak dobre, jak te znane z poprzedniej części.
Podstawowe pytanie, jakie należy sobie zdać, to czy ta część wystarczajÄ…co mocno różni siÄ™ od poprzedniczki i czy unika wtórnoÅ›ci. W wielu aspektach tak jest; Å›wieże spojrzenie widoczne jest w licznych mechanikach i przyjÄ™tych rozwiÄ…zaniach. Jednak, co zrozumiaÅ‚e, nie udaÅ‚o siÄ™ caÅ‚kowicie oddalić zarzutów o powtórne sprzedawanie tego samego produktu. Moja opinia jest jednak taka, że nowych elementów jest wystarczajÄ…co dużo, by mówić o innej, w dużej mierze odrÄ™bnej grze. Jednak czy warto siÄ™ z niÄ… zaznajomić, to najlepiej pozostawić w gestii każdego zainteresowanego.
Dziękujemy Robot Gentleman za udostępnienie kopii recenzenckiej!
No ciekawe, co z tego wyjdzie, bo 60 seconds mi się podobało :) Oby to też było dobre.